poniedziałek, 18 lutego 2013

sesja się skończyła!

Uf, jestem już po wszystkich szkolnych egzaminach i znów w wolnym czasie spokojnie siedzę sobie nad stronką :)
Uzupełniłam pierwsze kilka lat zawodów i udało mi się znaleźć w domowym archiwum zdjęcie z 2002 roku z Heniem w Płocku :)

Ćwiczę też z Biścikiem kładkę, ponieważ w piątek jedziemy na zawody. Po sesji i dzięki trochę bardziej sprzyjającej pogodzie mam ku treningowi sposobność w końcu :) Do zeszłej niedzieli chłopak tę przeszkodę w całości widział dosłownie kilka razy... A więc oto są efekty na dzień dzisiejszy z kilku treningów na placu w poprzednim tygodniu:



Ja jestem zakochana :)

sobota, 16 lutego 2013

na zawodach: w 2001 i 2002 roku

Po rozpoczęciu w październiku treningów, już w grudniu pojawiła się możliwość sprawdzenia swoich sił na zawodach w Warszawie :) Czasy były zacne - śnieg, mróz niestraszny nikomu! Wszyscy (ok. 30 osób) dzielnie stawiało się na starcie, biegali z psami i wytrwali do końca zawodów. Zgłoszeni z Henrykiem byliśmy do klasy A0 i zajęliśmy w przebiegu Agility 2 miejsce :) Pobiegliśmy też IAL - i dobiegliśmy do końca, mimo nie nauczonego jeszcze slalomu! ;) Prowadzenie za rączką rządzi! Razem z nim przez świat! ;)

Po tak fajnym debiucie przyszło nam trochę poczekać na kolejne zawody - byliśmy zgłoszeni na zawody IAL w Pęcicach w marcu, ale niestety pan Henryk się przeziębił i nie ryzykowaliśmy. Za to w maju pojechaliśmy z pełnią sił na zawody do Płocka - bardzo przeżywałam nasz pierwszy wyjazd za miasto - to już poważna sprawa była! ;) Presja, którą na siebie nałożyłam była tak duża, że sukcesów żadnych nie odnieśliśmy, ale to nic - nauka nie poszła w las!

W październiku wystartowaliśmy na trzecich w naszym życiu zawodach - tym razem pod Warszawą. Wydawało mi się, że już tyle umiemy, że chyba więcej nie da się z tym agility zrobić. Cóż... nie jesteśmy doskonali, grubo się myliłam! :D Wystartowaliśmy pierwszy raz w klasie dla zaawansowanych, czyli Open. Tory z tego dnia do dziś śnią mi się po nocy. I pełne powagi rozmyślania, jak zrobić zmianę przed slalomem, żeby być po jego lewej stronie (bo inaczej nie potrafiliśmy)! ;)

IAL#2 Płock, Jumping 0

czwartek, 10 stycznia 2013

Powrót do żywych ;)

Ponieważ sesja zbliża mi się wielkimi krokami, postanowiłam zająć się zaktualizowaniem strony, którą zaniedbywałam dwa lata.
Po prawej stronie są rezultaty :)
Będę starała się na bieżąco dodawać nowe zawody i zdarzenia z naszego (tzn mojego i psów) agilitowego życia. Natomiast w najbliższym czasie dodatkowo zajmę się aktualizowaniem mojego archiwum - postaram się chronologicznie... ;)

Enjoy!

czwartek, 10 marca 2011

Halo, czy to wiosna?

Jak to cudownie zacząć sezon. Od razu człowiekowi chce się więcej spędzać czasu na dworze. Jest już troszeczkę cieplej, śnieg odszedł w niepamięć tfu tfu i dzień jakiś taki dłuższy... Wiosna? 
I do tego w weekend zawody w super towarzystwie na Słowacji, gdzie sędziuje Mia. I LIKE IT!

wtorek, 1 marca 2011

Po Sycowie

Zaczął się nam kolejny sezon (dziesiąty!). Tak jak w zeszłym roku - od zawodów kwalifikacyjnych do Mistrzostw Świata. Tym razem w Sycowie pod Wrocławiem.

Sędzią zawodów była moja ukochana Mia Laamanen. Jest mega sympatyczna, mega konsekwentna, ustawia wymagające, ale przyjemne i płynne tory, przy tym jest mega pewna siebie i sędziuje sobie ze słuchawkami na uszach (ciekawe czego słucha?) :) Tak bardzo cieszy mnie bieganie po jej torach, że z rozpędu między przebiegami zgłosiłam się na jeszcze jedne zawody, które sędziuje. Za dwa tygodnie będę biegała z burkami na Słowacji. Nie mogę się doczekać!

Poza tym to chyba już jest u mnie normą, że pierwsze starty dopiero budzą mnie ze snu zimowego. Na początku zastanawiam się co ja właściwie na tych zawodach robię. Nie pamiętam toru, nie wiem gdzie mój pies jest, nie wyczuwam kiedy i gdzie powinnam się znaleźć. Następnie zaczynam źle się z tym czuć – ‘Jak to? JA się gubię na torze? JA nie ogarniam?’-  i zaczynam biegać coraz lepiej. Przy końcówce jestem już sobą, która dokładnie wie gdzie i po co. Z przykrością stwierdzam, że wtedy zazwyczaj też nic nie wygrywam, co wprowadza mnie w lekki stan niedowartościowania. Jednak zawsze coś dobrego z tego wychodzi – tym razem zakwalifikowałam się z Tolą na Mistrzostwa Świata Agility Owczarków Belgijskich, a Kłaczkowe ogarnięcie proporcjonalnie wzrasta do obniżania dawki leków. Mam wrażenie, że koleżko też zaczyna wiedzieć gdzie, jak i po co :)

Jeszcze na zakończenie - to co robimy we FreeXowym gronie - "To my przyjechałyśmy na zawody? A nie na konkurs piękności?" :) Bujać w obłokach też lubimy.

środa, 2 lutego 2011

Zahibernowani

Stałam się pilną studentką. Sesja oderwała mnie od rzeczywistości. Czas, mam wrażenie, że w międzyczasie nieźle popędził. Już luty! Zawody za dwa tygodnie. Zima mnie i moje psy prawie zahibernowała. Robimy trochę sztuczek w domu i trochę szaleństw na murkach i płotkach ogradzających trawniki, coby belgi ćwiczyły umysł i ciało. Mój umysł intensywnie pracuje, ale ciało średnio, więc na torach Mii Laamanen (nota bene mojej ukochanej sędziny) może być lekka klapa kondycyjna. W te kilkanaście dni przydałoby się trochę rozruszać zasiedziałe kości.

Chciałam też się przed Wami pochwalić świeżo powstałą stroną klubu FreeX, w którym intensywnie się udzielam. www.freexy.pl - będę tam razem z resztą tego szalonego teamu mocno spamować i Was też serdecznie do tego zapraszam! :)

piątek, 31 grudnia 2010

Z cyklu "Poradnik trenera osobliwego"

Dzień mocno pracujący.
Po trzynastu godzinach przebywania w pracy najlepszym sposobem na  zesztywniałe ciało jest poddanie się działaniom niewybieganych psów i pogody aktualnie panującej. W zimie gonitwa po puchowym śniegu, ćwiczenie różnych elementów agility i wojna na śnieżki to świetne sposoby nie tylko na rozprostowanie kości, ale również na dotlenienie się i zrelaksowanie. Należy jednak uważać przy kopaniu śniegu butem, ponieważ można trafić na lód i uszkodzić sobie kolano. Co może trochę boleć.