czwartek, 10 marca 2011

Halo, czy to wiosna?

Jak to cudownie zacząć sezon. Od razu człowiekowi chce się więcej spędzać czasu na dworze. Jest już troszeczkę cieplej, śnieg odszedł w niepamięć tfu tfu i dzień jakiś taki dłuższy... Wiosna? 
I do tego w weekend zawody w super towarzystwie na Słowacji, gdzie sędziuje Mia. I LIKE IT!

wtorek, 1 marca 2011

Po Sycowie

Zaczął się nam kolejny sezon (dziesiąty!). Tak jak w zeszłym roku - od zawodów kwalifikacyjnych do Mistrzostw Świata. Tym razem w Sycowie pod Wrocławiem.

Sędzią zawodów była moja ukochana Mia Laamanen. Jest mega sympatyczna, mega konsekwentna, ustawia wymagające, ale przyjemne i płynne tory, przy tym jest mega pewna siebie i sędziuje sobie ze słuchawkami na uszach (ciekawe czego słucha?) :) Tak bardzo cieszy mnie bieganie po jej torach, że z rozpędu między przebiegami zgłosiłam się na jeszcze jedne zawody, które sędziuje. Za dwa tygodnie będę biegała z burkami na Słowacji. Nie mogę się doczekać!

Poza tym to chyba już jest u mnie normą, że pierwsze starty dopiero budzą mnie ze snu zimowego. Na początku zastanawiam się co ja właściwie na tych zawodach robię. Nie pamiętam toru, nie wiem gdzie mój pies jest, nie wyczuwam kiedy i gdzie powinnam się znaleźć. Następnie zaczynam źle się z tym czuć – ‘Jak to? JA się gubię na torze? JA nie ogarniam?’-  i zaczynam biegać coraz lepiej. Przy końcówce jestem już sobą, która dokładnie wie gdzie i po co. Z przykrością stwierdzam, że wtedy zazwyczaj też nic nie wygrywam, co wprowadza mnie w lekki stan niedowartościowania. Jednak zawsze coś dobrego z tego wychodzi – tym razem zakwalifikowałam się z Tolą na Mistrzostwa Świata Agility Owczarków Belgijskich, a Kłaczkowe ogarnięcie proporcjonalnie wzrasta do obniżania dawki leków. Mam wrażenie, że koleżko też zaczyna wiedzieć gdzie, jak i po co :)

Jeszcze na zakończenie - to co robimy we FreeXowym gronie - "To my przyjechałyśmy na zawody? A nie na konkurs piękności?" :) Bujać w obłokach też lubimy.

środa, 2 lutego 2011

Zahibernowani

Stałam się pilną studentką. Sesja oderwała mnie od rzeczywistości. Czas, mam wrażenie, że w międzyczasie nieźle popędził. Już luty! Zawody za dwa tygodnie. Zima mnie i moje psy prawie zahibernowała. Robimy trochę sztuczek w domu i trochę szaleństw na murkach i płotkach ogradzających trawniki, coby belgi ćwiczyły umysł i ciało. Mój umysł intensywnie pracuje, ale ciało średnio, więc na torach Mii Laamanen (nota bene mojej ukochanej sędziny) może być lekka klapa kondycyjna. W te kilkanaście dni przydałoby się trochę rozruszać zasiedziałe kości.

Chciałam też się przed Wami pochwalić świeżo powstałą stroną klubu FreeX, w którym intensywnie się udzielam. www.freexy.pl - będę tam razem z resztą tego szalonego teamu mocno spamować i Was też serdecznie do tego zapraszam! :)

piątek, 31 grudnia 2010

Z cyklu "Poradnik trenera osobliwego"

Dzień mocno pracujący.
Po trzynastu godzinach przebywania w pracy najlepszym sposobem na  zesztywniałe ciało jest poddanie się działaniom niewybieganych psów i pogody aktualnie panującej. W zimie gonitwa po puchowym śniegu, ćwiczenie różnych elementów agility i wojna na śnieżki to świetne sposoby nie tylko na rozprostowanie kości, ale również na dotlenienie się i zrelaksowanie. Należy jednak uważać przy kopaniu śniegu butem, ponieważ można trafić na lód i uszkodzić sobie kolano. Co może trochę boleć.

sobota, 4 grudnia 2010

MŚA, czyli Mistrzowski Przebieg!

Jest! Nasz pierwszy ;) 
Nasz pierwszy czysty przebieg na Mistrzostwach Świata Agility. I naprawdę mi się podoba. Tola - radosna, rozszczekana, uchachana, przebiegła po palisadzie! i wszystko w bardzo fajnym tempie. Ja - w miarę wyluzowana, nie skradałam się na start, z sytuacji kryzysowej wyszłam zwycięsko (po ostatnim tunelu planowałam co innego) i spontaniczność nawet wzięła górę (czyli rączki w górę!).
Tak. Tola jest moją Mistrzynią!

środa, 17 listopada 2010

Równowaga



Obserwuję Gabrielle i jej psy od dłuższego czasu poprzez profil na Youtube. I im dłużej na nią patrzę, tym bardziej ją podziwiam, szanuję i zazdroszczę! I kibicuję z całego serca!
Spójrzcie na ten jej spokój! Ma niesamowicie temperamentnego psa, i im bardziej on jest nakręcony, tym ona jest spokojniejsza. I to dla mnie jest jeden z kluczy do sukcesu. Umiejętność balansowania i równowagi w teamie.

środa, 3 listopada 2010

MŚA, czyli kto rządzi?

Całe Mistrzostwa obserwowałam bacznie jak zmienił się poziom od zeszłego roku, jaka technika najbardziej się sprawdzała i z jakimi predyspozycjami psy osiągały najlepsze wyniki. Zauważyłam, że na najwyższych miejscach lokowały się pary, w których przewodnik pozwalał psu biec z przodu i nie narzucał mu się za bardzo swoją osobą. W dodatku, te psy do wybitnie skręcających się nie należały (takie znajdywały się niżej).  Za to miały świetnie rozwiniętą masę mięśniową i były bardzo bardzo szybkie.
Są pary, które zawsze robią na mnie ogromne wrażenie. Obserwuję też, jak z roku na rok ewoluuje ich styl. Zawsze intensywnie kibicuję:

- Natashy Wise z Dizzy. Natasha bardzo imponuje mi swoim opanowaniem i ciągłym uśmiechem na twarzy! Wchodzi na tor, wykonuje swoją robotę i po prostu wygrywa. Do tego zawsze wybiera najbardziej optymalną trasę. Ma wszystko bardzo dobrze przemyślane.

- Silvii Trkman z La i Bu. Silvię uwielbiam za to, jaki promuje styl życia. Z psami. Nie tylko na treningach, ale na wycieczkach nad morze, w góry i na miasto też. Bardzo podoba mi się, że tak bardzo podkreśla, że rozumienie się z psem na co dzień przekłada się w bardzo dużym stopniu na wyniki na torze. Święta prawda!

- Sarze Lorentzen z Simic. Wysoka, dobrze zbudowana kobitka, a biega jak prawdziwa baletnica. Uwielbiam ją za to, jak bardzo jest czytelna w prowadzeniu.

- Daveowi Munningsowi z Dobbym. Są świetni. Zawsze uśmiechnięci. Dave, tak jak Natasha, nic sobie nie utrudnia. Wybiera trasę optymalną i zawsze jest bardzo czytelny dla psa.

- Antonio Molina Aragonesowi z Angie. Ta para jest bardzo widowiskowa. Antonio zawsze komplikuje sobie życie. Robi wszystko na opak, biega przygarbiony krokiem dostawnym i macha łapami. Mimo to, Angie robi wszystko jak należy, chyba jako jedyna na hali wie o co chodzi. Często z przerażenia zasłaniam oczy, bojąc się, że to co wyprawia Antonio zaraz skończy się dyskwalifikacją. Uwielbiam ich. Zawsze przynoszą dużo emocji i wprawiają mnie w zadumę, jak bardzo alternatywnie można prowadzić psa.

- Jeremiemu Chomienne z ADSL. Jak na prawdziwego Francuza przystało, biega jak opętany. To, jakie tempo osiąga na torze, jest dla mnie niesamowite.

Szkoda tylko, że wszyscy Ci, którzy są dla mnie wzorem, posiadają border collie. Więc w kwestii techniki muszę przełożyć wszystko na owczarka belgijskiego, który porusza się i myśli inaczej niż border.