środa, 2 lutego 2011

Zahibernowani

Stałam się pilną studentką. Sesja oderwała mnie od rzeczywistości. Czas, mam wrażenie, że w międzyczasie nieźle popędził. Już luty! Zawody za dwa tygodnie. Zima mnie i moje psy prawie zahibernowała. Robimy trochę sztuczek w domu i trochę szaleństw na murkach i płotkach ogradzających trawniki, coby belgi ćwiczyły umysł i ciało. Mój umysł intensywnie pracuje, ale ciało średnio, więc na torach Mii Laamanen (nota bene mojej ukochanej sędziny) może być lekka klapa kondycyjna. W te kilkanaście dni przydałoby się trochę rozruszać zasiedziałe kości.

Chciałam też się przed Wami pochwalić świeżo powstałą stroną klubu FreeX, w którym intensywnie się udzielam. www.freexy.pl - będę tam razem z resztą tego szalonego teamu mocno spamować i Was też serdecznie do tego zapraszam! :)

piątek, 31 grudnia 2010

Z cyklu "Poradnik trenera osobliwego"

Dzień mocno pracujący.
Po trzynastu godzinach przebywania w pracy najlepszym sposobem na  zesztywniałe ciało jest poddanie się działaniom niewybieganych psów i pogody aktualnie panującej. W zimie gonitwa po puchowym śniegu, ćwiczenie różnych elementów agility i wojna na śnieżki to świetne sposoby nie tylko na rozprostowanie kości, ale również na dotlenienie się i zrelaksowanie. Należy jednak uważać przy kopaniu śniegu butem, ponieważ można trafić na lód i uszkodzić sobie kolano. Co może trochę boleć.

sobota, 4 grudnia 2010

MŚA, czyli Mistrzowski Przebieg!

Jest! Nasz pierwszy ;) 
Nasz pierwszy czysty przebieg na Mistrzostwach Świata Agility. I naprawdę mi się podoba. Tola - radosna, rozszczekana, uchachana, przebiegła po palisadzie! i wszystko w bardzo fajnym tempie. Ja - w miarę wyluzowana, nie skradałam się na start, z sytuacji kryzysowej wyszłam zwycięsko (po ostatnim tunelu planowałam co innego) i spontaniczność nawet wzięła górę (czyli rączki w górę!).
Tak. Tola jest moją Mistrzynią!

środa, 17 listopada 2010

Równowaga



Obserwuję Gabrielle i jej psy od dłuższego czasu poprzez profil na Youtube. I im dłużej na nią patrzę, tym bardziej ją podziwiam, szanuję i zazdroszczę! I kibicuję z całego serca!
Spójrzcie na ten jej spokój! Ma niesamowicie temperamentnego psa, i im bardziej on jest nakręcony, tym ona jest spokojniejsza. I to dla mnie jest jeden z kluczy do sukcesu. Umiejętność balansowania i równowagi w teamie.

środa, 3 listopada 2010

MŚA, czyli kto rządzi?

Całe Mistrzostwa obserwowałam bacznie jak zmienił się poziom od zeszłego roku, jaka technika najbardziej się sprawdzała i z jakimi predyspozycjami psy osiągały najlepsze wyniki. Zauważyłam, że na najwyższych miejscach lokowały się pary, w których przewodnik pozwalał psu biec z przodu i nie narzucał mu się za bardzo swoją osobą. W dodatku, te psy do wybitnie skręcających się nie należały (takie znajdywały się niżej).  Za to miały świetnie rozwiniętą masę mięśniową i były bardzo bardzo szybkie.
Są pary, które zawsze robią na mnie ogromne wrażenie. Obserwuję też, jak z roku na rok ewoluuje ich styl. Zawsze intensywnie kibicuję:

- Natashy Wise z Dizzy. Natasha bardzo imponuje mi swoim opanowaniem i ciągłym uśmiechem na twarzy! Wchodzi na tor, wykonuje swoją robotę i po prostu wygrywa. Do tego zawsze wybiera najbardziej optymalną trasę. Ma wszystko bardzo dobrze przemyślane.

- Silvii Trkman z La i Bu. Silvię uwielbiam za to, jaki promuje styl życia. Z psami. Nie tylko na treningach, ale na wycieczkach nad morze, w góry i na miasto też. Bardzo podoba mi się, że tak bardzo podkreśla, że rozumienie się z psem na co dzień przekłada się w bardzo dużym stopniu na wyniki na torze. Święta prawda!

- Sarze Lorentzen z Simic. Wysoka, dobrze zbudowana kobitka, a biega jak prawdziwa baletnica. Uwielbiam ją za to, jak bardzo jest czytelna w prowadzeniu.

- Daveowi Munningsowi z Dobbym. Są świetni. Zawsze uśmiechnięci. Dave, tak jak Natasha, nic sobie nie utrudnia. Wybiera trasę optymalną i zawsze jest bardzo czytelny dla psa.

- Antonio Molina Aragonesowi z Angie. Ta para jest bardzo widowiskowa. Antonio zawsze komplikuje sobie życie. Robi wszystko na opak, biega przygarbiony krokiem dostawnym i macha łapami. Mimo to, Angie robi wszystko jak należy, chyba jako jedyna na hali wie o co chodzi. Często z przerażenia zasłaniam oczy, bojąc się, że to co wyprawia Antonio zaraz skończy się dyskwalifikacją. Uwielbiam ich. Zawsze przynoszą dużo emocji i wprawiają mnie w zadumę, jak bardzo alternatywnie można prowadzić psa.

- Jeremiemu Chomienne z ADSL. Jak na prawdziwego Francuza przystało, biega jak opętany. To, jakie tempo osiąga na torze, jest dla mnie niesamowite.

Szkoda tylko, że wszyscy Ci, którzy są dla mnie wzorem, posiadają border collie. Więc w kwestii techniki muszę przełożyć wszystko na owczarka belgijskiego, który porusza się i myśli inaczej niż border.

MŚA, czyli jak zdobywałyśmy z Tolą Mistrzowskie Tory

To był nasz trzeci start na Mistrzostwach Świata Agility (piąty, biorąc pod uwagę Mistrzostwa Świata Agility Owczarków Belgijskich). I jak dotąd najdojrzalszy.

fot Iztok Noc
Na Mistrzostwach w Szwajcarii w 2006 roku byłyśmy totalnymi świeżynkami. Tola ledwo miała skończone 3 lata, a ja 18stoletnia wtedy panienka, byłam totalnie nieprzystosowana psychicznie do takich imprez. Mimo to, radziłyśmy sobie bardzo ładnie. Był lekki strach, że Szara może bać się hali i hałasów. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Była nawet bardziej zrelaksowana niż ja – tak dla kontrastu. 
W Austrii w 2009 roku miałam już postawione cele. Pomachanie na starcie okazało się największym wyzwaniem. Była ze mną wspaniała ekipa kibicująco-wspierająca, dzięki której dotrwałam do końca z uśmiechem na twarzy. Na torach Tolcia była bardzo ogarnięta i miała piękne tempo. Ja natomiast raz wyprowadziłam ją ze slalomu, a drugi raz wysłałam na inną przeszkodę.

fot Kees Stoel
W tym roku, w Niemczech, z ekipy Kosmosu byłam jedyna. Do tego, pierwszy raz przygotowywałam się do zawodów na treningach – starałam się zmienić Toli fatalną opinię o palisadzie. Spowodowało to, że na ostatnim treningu przed zawodami, biegała sobie w przód, nic sobie nie robiąc z moich błagalnych wrzasków.

Same zawody były bardzo przyjemne. Dzięki ogarnięciu naszej Teamleaderki nie musiałam myśleć o żadnych sprawach organizacyjnych. Zajmowałam się oglądaniem przebiegów, kibicowaniem swoim idolom, nawiązywaniem nowych znajomości i relaksowaniem się.
 
Pierwszą próbę sił miałyśmy już w czwartek. Był nią trening – jednak się nie dałyśmy i potraktowałyśmy go z Tolą jedynie jako zapoznanie się z przeszkodami i podłożem. W sobotę na Jumpingu Krecik zdał na 100%. Ja, powiedzmy, na 85%. Straciłam trochę punktów przy wymierzaniu odległości między przeszkodami, i na torze posłałam Tolę na skok w dal, który znajdował się obok przeszkody, na którą biegłyśmy. Jednak to nie zmieniło mojego pozytywnego nastawienia do tych zawodów. Dzięki temu, finałowy przebieg obie zaliczyłyśmy już na 100%. Ona radośnie zasuwała (i bez zwolnienia zaliczyła strefę na palisadzie!), a ja dzielnie i sprawnie poprowadziłam ją do mety. Przed startem w ramach ćwiczeń pomachałam polskiej ekipie i przyjrzałam się kibicom na hali. To był nasz pierwszy tor na Mistrzostwach Świata, który przebiegłyśmy na czysto. 

Czekam jeszcze na jeden filmik - z naszego drugiego przebiegu. Sama jestem ciekawa jak nasze szaleństwa wyglądały z boku.


Podsumowując nasze wyczyny i patrząc na to subiektywnie - uważam, że zrobiłyśmy bardzo duże postępy treningowe i mentalne. Znaczy to, że cały czas się rozwijamy. A w agility, jak w każdym innym sporcie, brak postępów to śmierć.

wtorek, 2 listopada 2010

UŚCISKI

CHCIAŁAM WSZYSTKIM, 
KTÓRZY TAK NAMIĘTNIE DO MNIE PISALI I DOPYTYWALI JAK MI IDZIE Z TOLĄ, 
BARDZO BARDZO MOCNO PODZIĘKOWAĆ 
ZA PAMIĘĆ, DOBRE SŁOWA I WIARĘ W NASZE MOŻLIWOŚCI. 
CZUŁAM, 
JAKBYŚCIE WSZYSCY RAZEM ZE MNĄ BYLI NA TYCH ZAWODACH.
TO SIĘ NAZYWA POZYTYWNE WZMOCNIENIE! 
STRASZNIE SIĘ CIESZĘ,
ŻE MOGĘ WAS WSZYSTKICH ZNAĆ! :)